Trapiści, wszędzie trapiści

TRAPISCITrapiści mają od jakiegoś czasu duży, jeśli nie pisać ogromny, popyt wśród piwoszy. Ich legenda, klimat, momentami niedostępność stworzyły popyt, który cieszył się długo dziwny dla dzisiejszych czasach niespełnieniem. Z drugiej strony nie jest łatwo spełnić warunki ‚authentic trappist product’, stąd też prawdopodobnie ów proces był tak spowolniony.

Był, gdyż po wielu latach do elitarnego grona siedmiu browarów dołączył nowy – bohater dzisiejszego wpisu – Stift Engelszell z Austrii. Ciąg na te piwa podejrzewam nieustanie przez wiele lat, dlatego też nie był zdziwiony wielce gdy przeczytałem, że amerykański (a jakże) zakon trapistów (http://www.boston.com/lifestyle/food/blogs/99bottles/2014/01/spencer_trappist_ale_launches_in_mass.html) wypuścił swój pierwszy produkt. Trapistowskie piwa muszą spełniać wyśrubowane kryteria, więc nie grozi nam zalew ‚piwnej chińszczyzny’ ze znaczkiem trapistów. Z drugiej strony jednak obawiam się nieco defraudacji w perspektywie kilku, kilkunastu lat tej marki. Nic jak kupować na zapas i leżakować jeszcze obecne roczniki.

O browarze Stift Engelszell z Austrii słychaszałem było od pewnego czasu, ale nie mogłem dotrzeć do butelki ichniego produktu, która byłaby sprzedawana w rozsądnej cenie (wcześniej widziałem Gregorius’a, który cenowo był porównywalny z Westvleterenem XII…). W końcu jednak się udało.

Benno to wedle trapistów z Engelhartszell ‚trappist farmhouse ale’. W wyglądzie zaprezentował się imponująco. Krystalicznie bursztynowe piwo. Genialna, gęsta, trwała piana. Zapach okazał się dużym plusem. Ciekawa kombinacja drożdzy (bliskie Bretta!), delikatnie chlebowe, jabłkowe. Oczekiwania zdecydowanie względem smaku wzrosły. Tutaj jednak nastąpił delikatny zawód. Stwierdzić, że nic się nie dzieje byłoby grzechem, jednak … spodziewałem się więcej. Na początku delikatna słodkość, która przeszła gładko w delikatny posmak drożdżowy, a następnie w przyjemny goryczkowy finisz. Ten w średniej mocy, okazał się chyba największą zaletą tego piwa w smaku.

Benno GregoriusGregorius to druga propozycja austriackich trapistów. Piwo dumnie ogłaszane jako dark triple. Jestem fanem niszczenia tradycyjnych stylów piwnych więc taka zapowiedź podkręciła trochę moje oczekiwania. Piwo w wyglądzie okazało się oczywiście ciemne z delikatnymi refleksami. Piana, w szczególności w porównaniu do Benno, wypadła słabo. Średnia w wysokości, opadła szybko pozostając ledwie zauważalny na powierzchni kożuch. Choć to niby też i triple, nie byłem zdziwiony, że zapach zdominowały ciemne słody, wyraźnie karmelowo-orzechowe nuty. Lekko wiśniowe. Nie inaczej było w smaku. Ciemne słody, ciemne owoce (śliwki, wiśnie) i przez to winne nuty, trochę kawy. Zadziwiające było przykrycie tą paletą alkoholu. A przecież tutaj ten występował w niemałej obecności, 9,7%!. Nie wiem czy na tripla w wersji ciemnej nie oczekiwałem trochę więcej, ale może też więcej oczekiwać nie można?

Generalnie największym plusem dwóch nowych trapistowskich piw jest ich odmienność od belgów i holendrów. Pomimo zachowywania zasad trapistów, Austriacy nie zaślepili się sukcesami braci i podążyli swoją drogą, za co trzeba ich mocno pochwalić. Oba piwa była dla mnie bardzo dobre, z przewagą na Benno. Polecam, a zarazem zapowiadam, że … nie rozstajemy się z trapistowskimi nowościami!

Reklamy

One comment

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s