Indian Pale Ale

Rooie Dop Chica Americana IPA

Piwowarzy z Rooie Dop (obecnie warzą piwa z browarze de Molen) chwalą się tym, że mają za nic klasyczne style piwne i wolą robić piwa smaczne nawet jeśli później mogą być kłopotliwe dla znawców przy klasyfikacji. Czemu nie? Chica Americana IPA jest jednym z nielicznym uwarzonych w miarę zgodnie z modłą piwem. Jak im wyszło klasyczne AIPA z dodatkiem … płatków owsianych?

Barwa: mętne, pomarańczowe (2/3)

Piana:  aż zbyt obfita, trwała, nagazowana co2 a przez co napompowana i porozrywana (3/6)

Zapach: pełen aromat z chmielów, trochę cytrusów (grejpfut), trochę „słodyczy” (maliny?) (10/12)

Smak:  grejpfut, trochę ziemistości i niezłe słodowe tło (14/17)

Goryczka: wysoka, zbilansowana (6/6)

Na podniebieniu: przy degustacji już się trochę wygazowało i można opisać stężenie co2 jako średnie. Mniej wytrawne niż można byłoby się spodziewać, ale niezła pijalność (4/6)

Niefiltrowane, niepasteryzowane, spożyć można w ciągu 2 lat. Cóż… W cuda nie wierzę. A efekty tego „eko piwa” można było zaobserwować w postaci gashingu i nalewania piwa ok. 8 minut :>. Jeśli faktycznie piwo stało się obiektem infekcji to takowa nie spowodowała jakichkolwiek negatywnych odczuć smakowych czy też zapachowych. Ogólnie, mogę ocenić Rooie Dop jako całkiem przyjemny napitek, który mogę spokojnie Wam polecić :)

Chcia Americana IPA, browar Rooie Dope, 7,1%, słody: pale, munich, cara, flaked oats, chmiel: amarillo, cascade, chinook, columbus.

Ocena końcowa: 39/50

rooie dop

Smoked Rye IPA z browaru Emelisse

Barwa: krystalicznie złote, z jaśniejszymi przebłyskami (3/3)

Piana: piękna, stabilna, drobnopęcherzykowa (6/6)

Zapach: cudowna kompozycja chmielu i wędzonki (9/12)

Smak: interesujące połączenie chmielu i wędzonki, dość głębokie i nieodpychające. Choć piwo nie ma wysokiego procentu alkoholu, na koniec czułem przyjemne rozgrzanie (14/17)

Goryczka: oczywiście wysoka goryczka, harmonijnie rozwijająca się i przyjemnie zalegająca na końcu (5/6)

Na podniebieniu: wytrawne, średnie wysycenie (4/6)

Smoked Rye IPA jest chyba moim pierwszym żytnim piwem. Nie jest natomiast pierwszym piwem gdzie ilość wędzonych słodów jest już istotna. Muszę wyznać, że nie jestem fanem piw wędzonych. Mogę je spróbować od czasu do czasu, ale nie należą do mojej pierwszej ligi. W przypadku tego piwa natomiast zachowano przyjemne proporcje dymu. W szczegółach browar podaje, iż zasyp to 20% słodu żytniego, 10 % wędzonego słodu Weyermana.
Podsumowując uważam, że spróbowałem kolejnej świetnej wariacji na temat IPA. Godne polecenia :)

Ocena końcowa: 41/50

Smoked Rye IPA, browar Emelisse, 6,2 % ABV, Plato 15, EBU 25, EBC 5-6 (25), chmiele Simcoe i Cascade.

smoked rye ipa

Baltic Frontier

Niby 21 marzec, a wiosny ani widu ani słychu. Poprawmy sobie nastrój jakimś dobrym piwem. Dziś Baltic Frontiers z duńskiego browaru To Øl.

Baltic frontiers to IPA z … rokitnikiem. Rokitnikiem? Nietypowo. Intrygująco. Sama etykietka budzi ogromną ciekawość. Ascetyczna na swój sposób. Ubrana jedynie w obraz kory (może rokitnika? albo po prostu brzoza?). Idea, która miała piwu przyświecać to podkreślenie więzi kulturowych między Skandynawią a całym rejonem morza Bałtyckiego (rokitnik m.in. tam właśnie w Europie rośnie). No właśnie, ale czy smak jest w stanie połączyć nas z duńskimi browarnikami?
Po przelaniu do pokalu widzimy mętne, pomarańczowe (dosłownie) piwo. Praktycznie bez piany. Dość unikatowy wygląd trzeba przyznać. Świetny zapach! Mnóstwo chmielu plus aromaty owoców jagodowych i jałowca. Niestety nie wiem jak rokitnik pachnie, wybaczcie. Nie wykluczone, że miesza się gdzieś właśnie w tych ostatnich nutach.
Aromaty, które przed chwilą wyczuliśmy jeszcze piękniej rozwijają się na języku. Na początku mieszanka jałowca i owoców jagodowych, a później długo, spokojnie rozwijająca się mocna goryczka. Wysycenie niskie/średnie.
Fenomenalne piwo! Takich eksperymentów trzeba wszystkim piwoszom! Bardzo dobrze rozpoczęta wiosna muszę przyznać ;) 9,5/10

Baltic Frontiers, browar To Øl, 6,5% ABV, SRM 6-8, EBC 10-12, chmiel Centennial, Columbus, Cluster.

baltic frontier

Taras Boulba

Napisałem już wcześniej, że cenię gdy nazwa piwa ma coś wspólnego z samym napitkiem. Kiepsko gdy nazwane ono jest na wyrost. A co gdy jest ono żartem?

Taras Boulba, a w zasadzie Taras Bulba to powieść Nikołaja Gogola. O treści samej książki doczytać możecie gdzieś indziej. Brukselczycy przeczytali ją i przeinterpretowali na swoje miejscowe warunki. Na świetnie wykonanej etykiecie (do czego de la Senne już mnie przyzwyczaili) widać leżącego młodego Flandryjczyka (czyli Belga porozumiewający się w języku holenderskim) próbującego ochronić się przed gniewem ojca jego świeżo poślubionej żony, który „stoi po drugiej stronie barykady”. Jest Walonem. Ci którzy mogli poznać choć trochę historię między tymi dwoma nacjami mogą się im dziwić, mogą się tym konfliktem fascynować. Nie mniej, Bruksela jest wyjątkowym miejscem gdzie te dwie grupy mieszkają się, koegzystują dość pokojowe, znoszą się nawzajem, a także warzą doskonałe piwa. Dla ciekawostki dodam, że wykształcił się tu absolutnie niepowtarzalny dialekt. Mieszanka holenderskiego i francuskiego (!?!). Z tego dialektu pochodzi sformułowanie „smerilap!” z etykiety, oznaczające ni mniej ni więcej „głupek”.

OK, ciekawostki ciekawostkami, ale co z tym piwem? Piwo może radować piwosza lepiej niż powyższa historyjka. Jak może być inaczej skoro popijać będzie mocno nachmielone ale :) Wszyscy znamy działanie chmielu na człowiek. W zapachu czuć chmiel, troszeczkę cytrusów i słodu. Pierwsza nuta jednak zdecydowanie dominuje. W wyglądzie widzimy jasne, żółte piwo przykryte dość wysoką piana. Opada ona dość szybko. Piwo jest opalizujące. Smak jest w miarę dokładnym odzwierciedleniem zapachu. Taras boulba ma słodowo, lekko drożdżowy smak z długim goryczkowym posmakiem. To co trochę wyróżnia to piwo na plus jest jego … niska zawartość alkoholu. Tylko 4,5%. Mamy zatem dość goryczkowe piwo, którym delektować się można nieco dłużej. Warte spróbowania, 7,5/10

Taras Boulba, browar de la Senne, SRM 5, ABV 4,5%

taras boulba

Troubadour Magma

Troubadour Magma to kolejny przedstawiciel stylu belgian triple ipa. Poprzednik nie wypadł tragicznie (Bitter sweet symphony), a jak będzie z trubadurem?

Do pokalu wlewamy jasno bursztynowy, mętny napitek (butelka nie była przeze mnie wcześniej wstrząśnięta). Nad powierzchnią unosi się delikatna piana. Czego oczekiwać od IPA w zapachu? Oczywiście intensywny aromat chmielu, cytrusy. Czego oczekiwać od piwa w stylu triple? Oczywiście przyjemną mieszanką estrów, przypraw i alkoholu. A tu na początku świetny zapach … truskawek. Podobno Emelisse Triple IPA też tak zachęca, już sobie ostrze na nie ochotę :). Wracając do Troubadour Magma. Oprócz zaskakujących truskawek później czuć już w zasadzie tylko przyjemny chmielowy aromat. Na języku jednak piwo trochę zawodzi. Niby czuć cytrusy, ale niewyraźnie i płasko. Po chwili przerwy mocno do głosu dochodzi chmielowa, długo zalegająca goryczka. Nie jest to zaskakujące, ale w tym przypadku, na tle innych aromatów jest zbytnio się narzucające i wprowadzające chaos. Piwo charakteryzuje się średnim wysyceniem. Trzeba wspomnieć o metalicznym posmaku (posmak z rur na podstawie próby skórnej).
Trubadurów można lubić albo nie. Stylu belgian triple ipa podobnie. Nie ma we mnie przeciwnika jakiegokolwiek stylu piwnego, ale połączenie tych dwóch świetnych stylów nie wydało genialnego ponownie dziecka. Ciągle czekam na butelkę, która mnie przekona ;). Wiem, że piwo ma swoich zwolenników. Ja uważam, że są lepsi przedstawiciele. Ocena końcowa 5,5

Troubadour Magma , De Proefbrouwerij , 20 °Plato, 9,0% ABV, IBU 50, SRM 6-8

Troubadour Magma