piwowar domowy

Norman & Lusja

Norman Sterkens jest belgijskim piwowarem domowy, któremu udało się wyjść z piwnicy. Przez kilkanaście lat warzył swoje piwa w swoim domu, aż w końcu nabrał odwagi, aby sprzedać swoje pierwsze piwo. (więcej…)

Reklamy

45m2 browaru (domowego)

Skoro już ostatnio wspomniałem o Stowarzyszeniu Piwowarów Domowych, ujawnię się już do reszty. W lutym uwarzyłem swoje pierwsze piwo :).
Zbyt długo z tym czekałem i z pewnością można było to zrobić wcześniej. Nie mniej udało się. A co się w zasadzie udało?

srutowanie

W teorii miało powstać jasne pełne ale o plato 12 stopni. Do wykonania takiego piwa potrzeba 4 kg słodu pilzeńskiego, 1 kg słodu monachijskiego i 80 gramów chmielu (o średniej zawartości alfa-kwasów) (wartości przeliczone na 20 litrów piwa). W moim przypadku miejscowy sklep zapewnił mi słód pale ale, słód monachijski i chmiel Nothern brewer (8,5-10% alfa kwasów).

gotowanie

Niektórzy,a być może nawet i większość piwowarów domowych rozpoczyna swoją przygodę z warzeniem piwa od popularnej „puszki”. Gotowego ekstraktu, czasem na dodatek chmielonego, który rozrabia się w określonej ilości wody i poddaje się fermentacji (jeśli nie ma chmielu trzeba uprzednio oczywiście piwo przyprawić ;)).
Ja postanowiłem jednak zacząć od bardziej mozolnej (niekoniecznie trudniejszej) drogi, a więc od zrobienia piwa na własnoręcznie zrobionym zacierze. Wyżej wymieniony słód wpierw ześrutowałem,a następnie ugotowałem.

filtrowanie

Z przefiltrowanego zacieru otrzymujemy brzeczkę przednią. Owa brzeczka przednia w teorii byłaby już gotowa do fermentacji, jest to wszakże roztwór pełen cukrów gotowych do strawienia przez drożdże. Pomijając wiele innych aspektów trzeba jednak piwo jeszcze doprawić. A doprawiamy oczywiście chmielem ;). Muszę tu podkreślić, że nasza mała kawalerka bardzo szybko wypełniła się fenomenalnym zapachem.

pre chmielenie

chmielenie

Wbrew pozorom fakt, iż chmiel jest przyprawą w piwie, a samo piwo nie robi się z chmielu jest wciąż nie wystarczająco znane w społeczeństwie. Ale na edukację nigdy nie jest za późno ;)

drozdze

Po przygotowane tzw. brzeczki nastawnej (czyli po chmieleniu) trzeba ją jak najszybciej ochłodzić do temperatury odpowiadającej użytym drożdżom. W tym przypadku były to okolice 23C.

Podczas gdy dotychczasowe czynności domowego piwowara opierały się generalnie na … myciu sprzętu, tak następne dwa etapy były jeszcze bardziej uciążliwe. Kolejne dwa tygodnie były oczekiwaniem na zakończenie się fermentacji (tydzień fermentacji burzliwej i tydzień cichej). Po dwóch tygodniach wbrew pozorom nie nastał jeszcze cudowny czas degustacji. Nie mniej etap butelkowania i kapslowania nie był pozbawiony frajdy i radości ;)

butelkowanie

po butelkowaniu

Praktycznie wszystkie piwa domowe są refermentowane w butelkach. Do rozlewanego piwa dodaje się wcześniej obliczoną ilości cukru (tu glukozy), który przez kolejne tygodnie jest przerabiany przez drożdże znajdujące się w piwie do dwutlenku węgla. W teorii powinno się czekać około 3 tygodni. Ja spróbowałem już po tygodniu i piwo było gotowe :). O dziwo nawet piwo, które nie było produktem piwo podobnym, lecz absolutnie pełno prawnym piwnym napitkiem.

gotowe piwo

Jak widzicie wyszło trochę mętne. Z pokaźna, aczkolwiek nie perfekcyjną, pianą. W smaku dość treściwe, słodowe, z wyraźną chmielową nutą. Chmiel przyjemniej też unosił się nad pianą. Obiektywnie 5/10 jeszcze w starej klasyfikacji bloga :).

Chciałbym tu podziękować Naczelnej Podpijaczce piwa za pomoc w uwarzeniu tejże dziewiczej warki i wypełnienie naszej kawalerki cudownym zapachem chmielonej brzeczki nastawnej ;).

A w planach, niestety poprzesuwanych innymi obowiązkami, black IPA :).